plode("|", $links); ?>

Teksty (Reklama: ,)

Podczas gdy przechodzili z komory ciśnieniowej do kabiny centralnej, Nancia zabawiała się w dopasowywanie twarzy do nazwisk. Niski rudowłosy chłopak o twarzy przypominającej groteskowego bazyliszka był podobny do Flixa. Miał ten sam rozjaśniający uśmiech, który przyciągał dziewczyny jak pstrągi na haczyk; musiał być jednym z tych spokrewnionych z rodziną Nancii. - Blaize? - zawołała czara dziewczyna. - Blaize, nie mogę tego otworzyć. Podała mu worek z połyskującą zieloną cieczą, a Nancia drgnęła w oczekiwaniu, kiedy rudowłosy oddarł dwoma silnymi palcami taśmę klejącą. Ani jedna kropla nic spadła na jej beżową wykładzinę - przynajmniej nie teraz. - Proszę bardzo, Alpha - powiedział chłopak, oddając torbę dziewczynie, a Nancia dopasowała ich twarze do nazwisk i opisów, które przyszły z danymi do CenKomu. Rudowłosy chłopak musi być Blaizem Armontillado-Perez y Medoc. To tak arystokratyczna rodzina, że nie raczy nawet pamiętać o koligacjach z Perez y de Grasami. Dla jakichś zagadkowych powodów jego pierwsze zlecenie dotyczyło samotnej bazy Technicznej Pomocy Planetarnej na odległej planecie Angalia

(Reklama: , www.kala.szczecin.pl , pobierowo )